sobota, 12 lipca 2014

Informacje

Przepraszam za wczorajaszy brak notki, za to jutro ukażą się dwa rozdziały mojego opowiadania (jeden oczami Peety a drugi Katniss). Pracuję również nad miniaturką pt."Ogień", która powinna zostać dodana w przyszłym tygodniu.

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział Drugi

  Budzę się na stole obitym miekką tkaniną, a w lewej ręce czuję szczypanie rurek , do których zostałem podłączony.Nie wiem co się dzieje, przecież powinienem był już nie żyć. Może wymyślne tortury postanowiono zostawić do czasu, w którym się obudzę,
abym był w pełni świadomy tego co mi robią.Po to, aby bardziej bolało,po to aby mnie ukarać.
  Powoli otwieram oczy. Zauważam, że moje ręce są przywiązane do stołu.Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ponieważ nadal jestem sparaliżowany.Po chwili odkrywam jednak , że umiem podnieść głowę do góry i poruszyć prawą ręką.Okazuje się , że przebywam w oświetlonym pokoju z niskim sufitem.Znajdują się tu dwa rzędy zwróconych ku sobie łóżek , słyszę oddechy ludzi ,zapewne zwycięzców igrzysk.Zaraz naprzeciwko dostrzegam Beete'ego , który jest podpięty do około dziesięciu różnych urządzeń.
  Powoli zaczynam kojarzyć fakty- na arenie padły dwa wystrzały z armaty ogłaszając śmierć Brutusa i Chaff'a, co oznacza, że Katniss nadal żyje. Może nie leży w tym samym pomieszczeniu co ja, ale także się tu znajduje.Muszę ją odnaleźć, obiecałem sobie i jej , że wróci z tych igrzysk żywa. Próbuję zerwać pasy, które przytrzymują moje ręce , jednak nie udaje mi się to.Nie podaję się jednak, wymachuję ręką tak długo , aż wyrywam z niej rurki a w tym samym momencie uruchamia się brzęczek.Nagle obraz obraz przed moimi oczami ciemnieje i znowu zapada ciemność.
  W końcu ostatecznie dochodzę do siebie i orientuję się , że pasy przytrzymujące moje ręce znikły.Nie jestem już sparaliżowany , więc bez trudu odpycham się od stołu i siadam nieruchomo w oczekiwaniu, aż poprawi się moja ostrość widzenia. Rurki , które były wpięte do mojej ręki wiszą teraz na stojaku obok łóżka.
  Po za mną w sali  jest tylko Beete, którego życie przytrzymywane jest za pomocą maszyn. Zastanawiam się co dzieje się z pozostałymi zwycięzcami. Jestem pewien , że władza postanawi się z nami rozprawić w jak najbardziej spektakularny sposób, dla przykładu jak kończą buntownicy.Przepuszcam, że zwycięzcy , którzy byli w lepszym stanie niż ja, już zostali przeniesieni do więzienia.Niewykluczone też, że nadal znajdują się tutaj.
  Katniss...-szepczę.Z całych sił  pragnąłem ją ocalić i nadal jestem zdecydowany ją chronić.Wiem, że nie unikniemy tortur ani nie uciekniemy Kapitolowi , ale jest jedna rzecz, której Kapitol nie może nam odebrać - śmierć.  Popełnienie samobójstwa jest moim zdaniem lepsze , niż publiczna egzekucja i długotrwałe tortury.Katniss na pewno się ze mną zgodzi a jeśli nie będę musiał jej pomóc...
  Później uświadamiam sobie o czym ja myślę.Stałem się mordercą, marionetką Kapitolu.Pionkiem w ich głodowych igrzyskach. Ostatecznie zbieram się w sobie i biorę dwie puste strzykawki położone obok łóżka Beete'ego. Wystarczy odrobina powietrza, celny strzał w żyłę i już pada się trupem.
  Zaciskam strzykawki w prawej ręce i idę przed siebie.Po przejściu wąskiego korytarza dochodzę do metalowych dzwi.
Ktoś znajduje się w pomieszczeniu za nimi, więc rozpłaszczam się przy ścianie i wsłuchuję się w głosy dochodzące z środka.
  -Ciągi komunikacyjne do Siódemki, Dziesiątki i Dwunastki zostały odcięte, ale Jedenastka przejęła kontrolę nad transportem, więc możemy mieć nadzieję, że uda im się wywieźć trochę żywności.
  Nie mam pojęcia kim jest i o czym mówi osoba znajdują się za metalowymi drzwiami.Dalej wsłuchuję się w podejrzaną wymianę zdań. Ktoś pyta o coś chrapliwym głosem.
-Nie, przykro mi.Nie mam możliwości przerzucenia cię do Czwartego Dyskryktu, ale wydałem spjecjalne rozkazy, żeby ją odszukano.Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić, Finnick.
  Finnick.Finnick Oidar.Zastanawiam się skąd on się tu wziął . Może jako ulubieńcowi Kapitolu wybaczono mu wszystkie popełnione przestępstwa? Chwilę później Finnick chrypi coś niezrozumiale.
-Nie najgorsze co mógłbyś...-nie słucham wypowiedzi do końca, bo wiem, że to głos Haymitcha.
  Haymitch! Co on tu robi? Gwałtownie otwieram drzwi i chwiejnym krokiem mijam próg. Haymitch, Finnick i Plutrach Heavenbeen, główny organizator igrzysk siedzą przy suto zastawionym stole, ale nikt nic nie je.
-Wreszcie się obudziłeś chłopcze. - zwraca się do mnie Haymitch.Usiądź-mówi.
Siadam na krześle obok Finnicka a Plutrach stawia przede mną talerz rosołu i podaje mi łyżkę. Sięgam po nią lewą ręką, ponieważ w prawej, którą kładę na kolanie trzymam strzykawki.
-Jedz-zachęca mnie znacznie milszym tonem niż Haymitch.
- Nie dziękuję.Gdzie jest Katniss?-pytam.
-Poczekaj, zaraz ci wszystko wytłumaczę,ale nie chcę żebyś mi przerywał pytaniami.Dobrze?
Na znak zgody kiwam głową i słucham tego co ma mi do powiedzenia Plutrach.
  Od momentu ogłoszenia Igrzysk Ćwierćwiecza istniał plan wydostatnia nas areny.Zwycięscy trybuci z Trójki, Czwórki, Szóstki, Siódemki, Ósemki i Jedenastki znali go w mniejszym lub większym stopniu a sam Plutrach od kilku lat należy do podziemnego ugrupowania mającego na celu obalenie władzy Kapitolu.Dzięki niemu na areniu znalazł się drut, który Beete planował zastosować do wysadzenia areny.Nie udało mu się to , ale plan przypadkowo dokończyła Katniss.Pieczywo było zakodowaną informacją o czasie nadejścia pomocy . Dyskrykt , w którym je upieczono oznaczał dzień-trzeci.Liczba bułek oznaczała godzinę -dwudziestą czwartą.Właśnie podążamy okrężną drogą do Dyskryktu Trzynastego a w większości dyskryktów w Panem trwa powstanie.
  Plutrach na chwilę przerywa.Chyba dał mi moment na przyswojenie informacji, którymi się ze mną podzielił.
  Stałem się pionkiem w ich grze, nawet o tym nie wiedząc .Zostałem wykorzystany bez mojej wiedzy i zgody.Przecież nikomu nie zdradziłbym ich planu!Pewnie uznali , że jestem zbyt słaby, aby go znać.
-Dlaczego nic mi pan nie powiedział?-zwracam się do Haymitcha głosem równie chrypliwym jak Finnick
-Oboje nic nie wiedzieliście, ani ty, ani Katniss.Nie mogliśmy ryzykować-odzywa się Plutrach.Widząc moją zaskoczoną miną pośpiesznie wszystko tłumaczy.-Podczas waszego tournèe dałem jej wskazówkę dotyczacą wyglądu areny. Oczywiście jako mentorce, nie spodziewałem się, że oboje traficie na nią traficie.
-Nadal nie rozumiem , dlaczego nie wtajemniczyliście ,ani mnie, ani Katniss.-oznajmiam.
-Ponieważ po wysadzeniu pola siłowego byliście najbardziej poszukiwanym trybutami.-objaśnia Haymitch
Nadal nie rozumiem nic z tego nie rozumiem, mimo tego , że próbuję nadążać tokiem rozumowania moich rozmówców.
- Dlaczego byliśmy najbardziej poszukiwanymi trybutami? -pytam
-Z tego samego powodu , dla którego wszyscy zgodzili się was chronić. -zapewnia mnie Finnick.
-Razem tworzycie Kosogłosa, symbol rebelii-dodaje Plutrach.- Ty jesteś głosem rebelii a ona...-słyszę wahanie w jego głosie -Miała być jej twarzą, symbolem.
  Miała.Tak jakby mówił o Katniss w czasie przeszłym. Czuję, że jest coś co przede mną ukrywają.
-Gdzie jest Katniss?
Nikt się nie odzywa.Wszyscy milczą tak jakby zawarli jakiś pakt.
-Gdzie ona jest?-mówię prawie, że krzycząc.
- Została zabrana do Kapitolu razem z Johanną i Enobarię-Haymitch znajduje w sobie tyle wstydu, by chociaż spuścić głowę.
  Czuję się jak osoba, która właśnie spada z wysokiego zbocza.
-Obiecał pan.-to jedyne co jestem w stanie z siebie wydusić.
-Próbowaliśmy ją uratować, ale Kapitol był szybszy...-dalej nie słucham już Haymitcha, wiem, że to nie ma najmniejszego sensu.
  Nie chce już żyć, moje życie nie ma sensu bez Katniss.Przypominam sobie o strzykawkach, które nadal zaciskam w ręce.Wiem, że nie mogą zwrócić na siebie uwagi innych, więc nadal wpatruję się w nich nieobecnym wzrokiem.Na oślep przykładam sobie jedną z nich do lewej ręki i naciskam...
  Po chwili okazuje się , że wstrzykuje sobie jakąś substancję, mam jednak nadzieję, że przyniesie ona zamierzony efekt.Z chwilą , w której strzykawka jest już prawie pusta obraz przed moimi oczami ciemnieje.Strzykawka spada na podłogę, słyszę czyjś przerażony krzyk a potem zapda ciemność.Mam nadzieję , iż za chwilę nastąpi to na co liczyłem-śmierć.